piątek, 20 września 2013

Rozdział 11-będzie ci potrzebny lekarz

----OCZAMI SUSAN-----
Ostatni raz!!!OSTATNI powiadam !! Zaczynam mieć tik nerwowy -,- Jeśli jeszcze raz jakiś osiłków siłą wyniesie mnie z mojego ulubionego miejsca to nie ręczę za sb. Zostałam usadzona obok Lucy. Posłałam jej wredne spojrzenie a ona jakby nigdy nic się uśmiechnęła.
-Więc... czemu któremuś z was przyszło do głowy mnie tu przynieść?-zapytałam
-Wyluzuj maleńka
-Hahaxd Jeszcze jeden taki tekst a będzie ci potrzebny lekarz
-Ostra-powiedział Zayn
-Widzę  ,że lubisz widok gości w białych fartuchach :)))))
Dosiadła się do nas dziewczyna o miłych oczach i ślicznych włosach. Kto to mógł być? Perri ^_^
Mój telefon zaczął dzwonić. Wyjęłam go z kieszeni i przyłożyłam do ucha
-Hallo ?-zapytałam
-Co ma dwie ręce  i właśnie się spóźnia o 5 minut?-zapytał Chris
-Lucy? Oj ta niedobra Lucy-powiedziałam chodź wiedziałam ,że to ja
-Rusz swój zacny tyłek i do domu
-Dobra,dobra. Tylko się nie czerwień
Rozłączyłam się. Telefon trafił znów do mojej kieszeni. Wstałam i chciałam wyjść jednak uroczy głos Lu się odezwał
-Gdzie ty idziesz?
-Jak to gdzie?-zdziwiło mnie jej pytanie. Zawsze była punktualna-Ty możesz  zostać, ja mam sprawę do załatwienia z Chrisem. siemka wszystkim
Wyszłam z budynku i ruszyłam w stronę domu. Na parkanie stał Chris, no bo kto inny?
-Hej-przywitał się-To za ile możesz kupić ten samochód?-zapytał wchodzac do taksówki
A więc za tydzień mam urodziny. Moja mama jest świetna, pozwoliła mi kupić samochód jaki mi się tylko wymarzy. Jedno mogę jej przyznać do biednych to ona nie należy. Kocham ją i nie mogę się doczekać, bo dziś przyjeżdża.
-Powiedziała ,że kasa nie ma znaczenia, może być nawet za miliony-powiedziałam
-A czemu wzięłaś mnie?
-Zobaczysz
Byliśmy już na miejscu, szybko wyszłam z taksówki i ruszyłam ku mojemu pojazdowi. Stanęłam przed samochodem którego chciałam
-Teraz już rozumiesz? Biorąc Lu na 100% była by przeciwna jego kupna
-Rozumiem, ale czy ty wiesz ,ze ta cena jest jak z kosmosu?
-Wiem, ale ten samochód jest już kupiony
z zadowoleniem weszłam do środka i ruszyłam ku domowi ,gdzie czekała mama
Zaparkowałam i wyszłam. W domu była mama no i oczywiście ja, no i jeszcze Chris do kompletu
-Niech pani mnie zaadoptuje-powiedział błagalnie Chris
-Chris, twoje urodziny będa za 2 miesiące i też nie zostawię cię bez pojazdu
-PANI JEST CZADOWA :))))))
usiedliśmy wszyscy przy stole a ja poszłam po herbatę. Herbatę dla mamy bo Chris tylko Cole by pił.

czwartek, 29 sierpnia 2013

Rozdział 10- A nie łatwiej powiedzieć twoja mama ?

----SUSAN----
Czego tu więcej chcieć? Leżę z Lucy na leżaku i opalamy się. Żyć nie umierać. Powiem szczerze ,że coś mi tu nie gra. Dlaczego? Bo w domu jest Mój brat, Daniel i Kevin a budowla wciąż stoi i ma się dobrze. Zero usterek i niczego. Nawet hałasów nie słychać :) OMG, a może oni nie żyją O.o Mam wątpliwości, poszłabym tam ale jakoś nie za bardzo chce mi się wstać :/ Złożyłam okulary na oczy i włożyłam słuchawki. Pożałowałam tego -,- Mam nauczkę by nie zasypiać gdy ci idioci są w domu. Gdy tak sb leżałam oni wparowali z pistoletami na wodę i oczywiście miałam morze za darmo -,- Byłam wkurzona, wstałam, zdjęłam okulary i w raz z Lucy goniłyśmy ich po  całym podwórku. Kto powiedział,że zemsta jest słodka był takim geniuszem jak ten co wymyślił Nutellę. Tak... ten nie zapomniany widok 3 chłopaków turlających się z górki, bezcenne.
-Za godzinę bądźcie gotowi :) IDziemy wybrać stroje >.<- krzyknęłam z szyderczym uśmieszkiem, takim jakim lubię :)
Pobiegłam do domu i ruszyłam szybkim krokiem na górę. Jeśli można to coś nazwać krokiem. Takie tam tylko skakanie ze stopnia na stopień :)  Popędziłam na górę i ubrałam się . z dobrym humorem zbiegłam na dół. Stała tam tylko Lucy. Chłopcy najwyraźniej zasiadują przed szafą i wybierają ubrania. Tsa, codzienność. Czekałyśmy 20 minut na nich aby łaskawie ruszyli tyłki i wyszli z domu -,-. Ruszyliśmy na zakupy. Idąc drogą mój przyjaciel spostrzegła ładną dziewczynę i jak to on krzyknął :
,,Ej ślicznotko, zadzwoń" Ta, dziewczyna musiała doznać szoku, po tak romantycznym podrywie -,-
Poszliśmy do naszych ulubionych sklepów i wybraliśmy stroje .Mój był cudny *.* .
-To... idziemy do Nando's? -zaproponowała Lu
-Ja nie mogę :C Obiecałem koleżance ,że wrócę przed 16:00- powiedział Kevin
-A nie łatwiej powiedzieć twoja mama ? -zapytał ze śmiechem David
Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem :)
-Hahahah bardzo śmieszne -,- -powiedział oburzony Kevin - i nie, to nie moja mama. Poznałem śliczną laskę
-David? Michel, ty imbecylu?-zapytałam
-Idziemy kupić fullcap'y -zakomunikował David
-Michel, kocham cię braciszku
-Czego chcesz, jeszcze nie dawno był imbecyl
-Kup mi fullcap'a,  tego co ostatnio patrzyłam, i nie, to nie jest prośba :) -uśmiechnęłam sie
Wraz z przyjaciółką udałyśmy się do Nando's. Usiadłam przy pierwszym lepszym stole.
---LUCY---
Susan chciała tylko coś do picia więc postanowiłam podejść do lady, złożyłam zamówienie i już nie wracałam do stolika,  bo to zaledwie minutka :) Gdy już odebrałam shaki odwróciłam się gwałtownie co było błędem. Kubełek z kurczakami chłopaka za mną wylądował na jego białej koszulce
-O jeju przepraszam, nie chciałam, ja...
-Nie przejmuj się... -zaczął i podniósł wzrok na mnie- Hej Lucy
Niall? Bardzo Cię przepraszam-powiedziałam
-wiesz, możesz mi to wynagrodzić-powiedział- dosiądź się
-Chciałabym, ale jestem z koleżanką
-Co za problem? Przyjdź z nią?
-Dobra
Poszłam do stolika Susan
-chodź, przysiadamy do Nialla
-Nie chce mi sie wstać, idź sama
-No chodź, co ci szkodzi
-To ,że nie chce mi się wstać?
Postanowiłam iśc sama. Przywitali mnie uśmiechem i automatycznie zrobili mi miejsce.
-to gdzie twoja kumpela?-zapytał Zayn
-Nie chce jej sie ruszyć tyłka z siedzenia -powiedziałam z uśmiechem
-Co za problem -Zayn i Lou wstali z siedzenia
Powędrowali do stolika dziewczyny, i przewiesili ją przez ramię i wesołym krokiem dołączyli do nas

poniedziałek, 20 maja 2013

Rozdział 9

[...]Lucy powiedziała ,żebym zaczekał a ona zaraz przyjdzie.
-------------------------------------------------------------------------------------------
Czekałem i czekałem i czekałem x100. Tysiąc lat później i znowu czekam. Hahahah to tak z nudów mi odwala. No więc stałem i...się nudziłem. Ktoś ruszył w moją stronę a dokładniej jeszcze słodsza Lucy. Ale nie była sama, obok był dość przystojny chłopak. No wiecie, nie aż tak przystojny jak ja.
-No więc to est Tristan i on będzie Cię uczył,papa-powiedziała odchodząc
Że niby on. Nie to jakaś pomyłka, to ona miała mnie uczyć. Hahahah xd bardzo śmieszne, to pewnie jakiś kawał. Czekajcie, jeśli to kawał to czemu się oddala? O ja, to nie kawał
-Tak szczerze to ja bym wolał tą śliczną panią-powiedziałem
-Tak szczerze to jeśli chciałbyś ją poderwać to powodzenia,jest odporna-zwrócił się Tristan
Jeździłem, a raczej się starałem no nie każdy ma zdolności. Co poradzę, ja tu przyszedłem na podryw a nie naukę. Po godzinie zrobiłem sobie przerwę i na chwilę usiadłem a obok chłopak z kasztanowymi włosami. To jest nie sprawiedliwe.  Podeszła do nas ślicznooka i poprosiła ,żebyśmy zostali sami. brunet ruszył się i gdzieś tam poszedł.
-Nie przyszedłeś się uczyć-stwierdziła odsłaniając szereg białych zębów
-To aż tak widać?
-Nie, ale domyśliłam się-powiedziała-Ja uczę dzieci głupku
-Wiesz ja jestem dzieckiem-powiedziałem robiąc słodką minkę
-Z której strony?
-Dla moich rodziców zawsze C:
-Jeśli nadal chcesz to mogę zrobić dla cb wyjątek-powiedziała 
-A ile dni w tygodniu będą lekcje/
-5 dni w tygodniu
-Wchodzę
5 dłuuuugich dni z Lucy, czego chcieć więcej? Ten uśmiech. Ah, zapomniał bym ,że na koniec rozmowy mnie przytuliła, to już kompletnie odleciałem *.*

                                 ~Bo są osoby które uśmiechem zdmuchną chmury~

                                                  *OCZAMI SUSAN*
Rozmowa z Harrym-bezcenne. Więcej tekstów na podryw w całym życiu nie słyszałam. Moja wspaniała praca kończyła się dokładnie za...10...9...8...7...6...5...4...3...2...1...0!!!!!!!! OŁ JEE KONIEC!!!!!
Zdjęłam z siebie to ubranie i założyłam moje ubranko. W mojej kieszeni rozległ się dzwonek. Szybkim ruchem odebrałam komórkę
-Gdzie ty jesteś?!-usłyszałam głos mojego przemiłego brata
-A co?
-Już jutro występ? Masz tak pusto w głowie ,że nie pamiętasz?
-Jeśli ja mam pusto to cud ,że ty ją wg masz -.-
-Robisz się bardziej nieznośna z dnia na dzień
-Mam to po tobie :P-powiedziałam-już idę tylko się nie gorączkuj. Złość piękności szkodzi >.<
Rozłączyłam się nim zdążył cokolwiek powiedzieć. Wyszłam z budynku i ruszyłam tanecznym krokiem do skateparku po moją PNCŻ. Czekała na mnie. Chwyciłam jej nadgarstek i ją pociągnęłam. Szłyśmy i jak to my dostawałyśmy napadu głupawki. Gdy otworzyłyśmy drzwi do naszego domu myślałam ,że oszaleję. Krew we mnie buzowała i prawdopodobnie już by tu wszyscy leżeli. Moje kosmetyki, one...yyyyyy-mówiłam sama do siebie
Wysmarowali się naszymi kosmetykami, wszędzie był tusz,szminka,błyszczyk i inne
-Damulki, na podłogę i 30 pompek!!!!1-krzyknęłam a oni w szybkom tempie zaczęli ćwiczenia. Po tym oczywiście panienki  zasuwały ze ścierką i wszystko sprzątały.
-A teraz opowiecie mi jak to się stało-zaczęłam łagodnie
-To twój brat, nigdy więcej nie gram z nim w butelkę na ,,Prawda lub wyzwanie"-odpowiedział Kevin
-Nigdy nie bierzcie wyzwania-powiedział Daniel
-Może wróćmy do próby-odbiegł od tematu Michel
Zaczęliśmy ćwiczyć i daliśmy z siebie wszystko. Nie mogę uwierzyć,to już jutro :)

~Bo nigdy nie zostawiaj przyjaciół z bratem~

                                                   *OCZAMI HARREGO*
Zasiadłem do komputera i jak zawsze wszedłem na tt. Było bardzo,bardzo dużo wiadomości, ale ja szukałem tylko jednych, od tej dziewczyny. Jak zawsze były. Dzisiejsze pytanie brzmiało- ,,Jakbyś mógł w życiu zrobić ostatnią rzecz, to co by to było?"
Bez zawahania odpisałem
,,Chyba wyznał bym miłość osobie na której by mi zależało"
ONA-,,A teraz jest taka osoba?"
Na myśl przyszła mi wspaniała blondynka o zielonych oczach i promiennym uśmiechu o imieniu tak cudnym jak ona sama. Susan, to o niej ciągle myślałem .
-,,Tak, Jest ktoś taki"
Uśmiechnąłem się lekko i wyłączyłem komputer zostawiając go na moim łóżku.

~Jest czasami ktoś, dla kogo mimowolnie się uśmiechasz~`

środa, 15 maja 2013

Rozdzaiał 8

[...]To takie..takie...nudne :C
_________________________________________________________________
  Ja jak to ja,uśmiech i głowa do góry. Nabrałam powietrza do płuc i zrobiłam szybki wydech. Chciałam iść dalej, ale moje nogi za nic w świecie nie chciały się odlepić od podłoża :C
W końcu zrobiłam ten pierwszy krok i już po chwili stałam przed zamkniętą kawiarnią. Lekko otworzyłam drzwi i zobaczyłam bandę kujonów. Zrobiłam kilka kroków do przodu
-Zamknięte-powiedział jeden z nich myjąc podłogę.
-Ja byłam umówiona
Blondyn uniósł wzrok i krzyknął
,,Ładna dziewczyna!" -na te słowa cała grupka pracowników (nieprzystojnych) otoczyła mnie a ja czułam się niezręcznie.Nagle zza drzwi z napisem ,,manager" wyłoniła się głowa ,,bossa"
-już, zostawcie ją-powiedział i zrobił do mnie ruch dłonią
Weszłam do małego pomieszczenia i usiadłam po drugiej stronie biurka
-A więc zacznijmy, Dlaczego chcesz tu pracować?
-Chcę zacząć studia i po prostu potrzebuję tej pracy-powiedziałam
-Chodzisz do szkoły?
-Tak, ale zajęcia są do 12:00 więc potem mam czas
-Doskonale, jesteś przyjęta-powiedział-masz jakieś ultimatum?
-Weekendy i piątki chciałbym mieć wolne-powiedziałam
-Ok, no to do pracy-powiedział i rzucił mi strój służbowy.
Szybko się przebrałam i byłam gotowa do pracy, ustawiłam się za ladą i...nic. Do otwarcia było jeszcze 30 minut.
-Hej-przywitała się jedyna dziewczyna z towarzystwa
-Cześć
-Może przedstawiłabyś się?-zasugerowała
-A tak, przepraszam. Jestem Susan Malarkey
-Ja jestem Victoria, ale mów mi Vi, to jest Austin,Back, Taylor i Eddie -pokazała kolejno na chłopaków
Jedna dziewczyna i 4 chłopaków, ta to miała mia pecha. Hahah xd ze mną będzie jeszcze gorzej >.<
Wreście wybiła ta ubłagana godzina. Nawet nieźle mi idzie, to nie takie trudne. Koło godziny 13:00, dwóch znajomych chłopaków weszło do kawiarni. Kazano mi do nich podejść i wziąć zamówienie. Super, obsługiwanie jakiś idiotów, moje marzenie. Podeszłam bliżej i od razu rozpoznałam facjatę z tym charakterystycznym zacieszem.
-To ty tu pracujesz?-zapytał Blondynek o imieniu Niall
-A co Cię tak dziwi? Coś Ci nie pasi?
Loczek zachichotał pod nosem.
-Lucy też tu jest?-zapytał rozglądając się
-Nie, ona pracuje w raju
-Jak to?-zapytali
-W Sateparku inteligenci -powiedziałam-To co zamawiacie
-Wiesz co, nabrałem dziwnej ochoty na sport, będę w Skateparku-zapowiedział Niall i wybiegł
-Ja chcę kawę,szarlotkę i buziak od ładnej kelnerki-powiedział ze swoim uśmiechem Hazzy
-A wieć Kawa i Szarlotka są, ale buziaki się skończyły, będzie pan musiał się obyć bez-powiedziałam wracając na moje miejsce. Stałam za fajowską ladą i starałam się uśmiechać,nie było tłumu.
---OCZAMI NIALL-
Poszedłem do Skateparku z nadzieją ,że spotkam Lucy, moje marzenia się spełniły. Stała i wpatrywała się na małe dzieci, to takie urocze. Podszedłem bliżej i stanąłem na przeciwko
-Hej-zacząłem-Nabrałem ochoty na naukę
-Na prawdę?-zapytała
-Tak i z wielką chęcią pouczę się jeździć
-A czy twoje zainteresowanie deskorolką nie wzięło się tu przypadkiem z popularnego źródła informacji o imieniu ,,SUSAN"?
-Nie,w ogóle
-I nie chodzi tu o fakt kto tu pracuje.-stwierdziła
-Phi, nie za bardzo sb przeceniasz?-zapytałem a uśmiech z mojej facjaty nie znikał
-Ok, chodź-ujęła delikatnie mój nadgarstek.
Ona tylko zmierzyła mnie swoimi oczami w kolorze błękitnym. Na widok tych oczów miękłem, były takie śliczne i doskonale do niej pasowały.
Uwielbiam takie ,,odruchy". Doszliśmy na miejsce gdzie czekały na mnie/nas ochraniacze itd
Lucy powiedziała ,żebym zaczekał a ona zaraz przyjdzie.



                         Bo czasami chwile które sobie zaplanujemy nie są

                               takimi jakie sobie wymarzyliśmy
____________________________________________________
Heuheuheu(śmiech *la Kacperek Boski)


poniedziałek, 6 maja 2013

Rozdział 7

[..]Dokładniej...
___________________________________________________________________________
---OCZAMI SUSAN---
Dokładniej nic. NACISNĘŁAM KLAMKĘ JESZCZE RAZ, JEDNAK DRZWI SIĘ NIE OTWIERAŁY. Hahahaha xd Lucy pewnie chciała mnie nastraszyć i zamknęła na zamek :3. bez skutecznie próbowałam otworzyć zamek. To może znaczyć tylko jedno. Te idiotyczne drzwi się zatrzasnęły.
-haha-zachichotałam
-Co?
-Tylko nie panikuj
-No wal, przecież wiesz ,że ja racjonalnie myślę
-Śmieszna sytuacja, bo widzisz te drzwi tak jakby się zatrzasnęły
Jej oczy powiększyły się momentalnie. Zaczęła panikować i mną potrząsać mówiąc ,,to koniec". Kiedyś ją tego oduczę -.-
-Ogarnij się!!-wrzasnęłam
-A jak tu zostaniemy na zawsze?-od razu czarne myśli
-Uspokój się ,po prostu zawołamy głupka-powiedziałam z uśmiechem
Zaczęłyśmy krzyczeć jego imię, ale to nic nie dało więc ,,waliłyśmy" w drzwi. Jeśli kiedykolwiek stąd wyjdę to on nie dożyje następnego dnia -.- Po tych nieudolnych próbach zsunęłyśmy się po ścianie i niechętnie zaplanowałyśmy spędzić tę noc tu.  Bez jedzenia, to będzie straszne. Ja nic nie jadłam od obiadu :3 Tak szczerze to najgorsze jest jedno. Mianowicie fakt ,że jutro idę na rozmowę o pracę. Byłam padnięta,wyczerpana,głodna i wszystko na raz. Przed sobą miałyśmy długą noc. Lucy chodziła nerwowo po pokoju. Dziwicie się czemu nie użyłyśmy takiego urządzenia jak telefon? To z powodu braku zasięgu. A ja mówiłam ,że ja mam pecha :D Z braku jakich kolwiek pomysłów na spędzenie jeszcze 8 godzin zaczęłam wykonywać jakieś tak kroki moimi nogami. Zawsze tak mam gdy się nudzę.  Nie uwierzycie, ale ten właśnie tik ,,nudowy" :3 pozwolił nam przetrwać nudę. Lucy jest wyjątkowo błyskotliwa i za to ją ubóstwiam. Ruch moich kończyn obserwowała moja przyjaciółka i naśladowała
-y...nie żeby coś ,ale co ty robisz?-zapytałam
-Właśnie dzięki tobie mam pomysł na występ-powiedziała
Wstałam i ją przytuliłam. Mieliśmy pustkę w głowie co wiązało się też z brakiem pomysłu na układ
-Ja tu się do cb przytulam, nie wiedząc nawet na co wpadłaś :3
-hahaha xd, dlatego właśnie puść mnie to ci zaprezentuję
Moja utalentowana przyjaciółka wstała i pokazywała kroki
-Świetne,tylko pominęłaś szczegół, ja nie umiem tak tańczyć
Ona spojrzała na mnie spod ,,byka"
-Ty? Proszę cię, chcę ci przypomnieć ,że to ty chodziłaś na akrobatykę
-Ale akrobatyka to nie to samo
-Tańczyć też umiesz i nie kłam mi tu, nikt ci nie mówił ,że nieładnie kłamać?-zapytała wpatrując się we mnie tymi oczami
-Weź te oczy...no weź to boli... ty chcesz mnie torturować-mówiłam
Co jak co, ale oczy to ona ma zabójcze. Więc uczyła mnie swoich kroków do których układałam melodyjkę. I w ten właśnie genialny, acz męczący sposób przetrwałyśmy 8 godzin w ciasnej przestrzeni. No może nie aż tak ciasnej. Dumna z niej jestem, ona ma lekką klaustrofobię i to chyba cud ,że tyle wytrzymała. Medal trzeba jej kupić.  Rano byłam odrobinę padnięta, jednak gdy usłyszałam kroki szybko wstałam i pobiegłam do drzwi. Zaczęłam wrzeszczeć jak  tylko mogłam. Naglę drzwi się otworzyły a ja skoczyłam na Michela przytulając go.
Pierwsze co zrobiłam, to poszłam się umyć,zjadłam śniadanie,umyłam zęby i się przebrałam. Byłam gotowa, ale miałam stracha. Muszę mieć tą pracę, bo potem idę na studia. Stanęłam przed lustrem i zrobiłam lekki makijaż,uczesałam włosy i wyszłam z mojego domu. Szłam, szłam i szłam i dojść nie mogłam. Na moje szczęście jest jakaś litość i dotarłam do...tutaj niespodzianka. Doszłam do Starbucksa. Na początek dobre i to :3. Ale to tylko chwilowe. W przyszłości mam zamiar zostać super gwiazdą a wyglądać będzie to tak
Popracuję tu sobie, któregoś dnia jakiś sławny producent muzyczny mnie zobaczy, od razu uzna ,że mam to ,,coś" i zostanę gwiazdą. Hahahah xd dobra , a teraz na serio. Mój plan życia jest taki (ten prawdziwy,bo realny) Będę tu pracować,pójdę na jakieś studia i znajdę prace. Czyli tak jak normalny człowiek :(. Ja tak strasznie nie lubię normalności :C To takie..takie...nudne :C
______________________________________________________________________
Tadam C:
Miłego czytania :*

niedziela, 5 maja 2013

Rozdział 7

[...] W którymś momencie zapatrzyłam się w jego błękitne oczy i...
____________________________________________________________________
Kurde, a było tak blisko. Dosłownie pół kroczka i byśmy się pocałowali. Zbliżaliśmy się patrząc sobie w oczy aż tu nagle jakaś blondyna łapie go za rękę i ciągnie do siebie -.- . Niall zerknął na mnie,ale ja starałam się uśmiechać i śmiać, albo przynajmniej udawać.  W którymś momencie poczułam uścisk na moim nadgarstku, którego sprawca ciągnął mnie. Nie nazwałabym jej sprawcą bo to moja przyjaciółka. Ta to ma szczęście, spędziła cały wieczór z Harrym. Ona jednak twierdzi ,że go nie lubi. Jak można nie lubić chłopaka a mimo to się z nim umówić a potem iść na imprezę? Ja jej nie rozumiem. Susan pomachała chłopakom na pożegnanie.  Ja poszłam w jej ślady. Wyszłyśmy i udałyśmy się w stronę naszego domu.  Byłam naprawdę zła na tę dziewczynę no bo tańczę sobie i jestem tak blisko pocałunku a ona tak normalnie go ,,odbija".
-Ej, no co jest? Jesteś nieźle wkurzona-powiedziała Susan
-Po prostu nie każdy ma tyle szczęścia co ty
-Hahaha, ja, szczęście? Żartujesz sobie-zaczęła- pamiętasz jak złamałam rękę na nartach? 3 miesiące potem zwichnęłam kostkę na rowerze -.-
-To jeszcze o niczym nie świadczy
-Nie pamiętasz jak na zawodach zaczęłam piszczeń, bo podstawiliście mi sztuczną glizdę?-zapytała
-Hahah pamiętam to. Chyba cały Londyn cię w tedy widział w TV-powiedziałam unosząc konciki moich ust
-I kto tu jest pechowcem-stwierdziła
-No, ale to nie o to chodzi-powiedziałam zrezygnowana-było tak blisko a ten ,,plastic is fantastic" tak normalnie...ugh
-O... Lucy jest zazdrosna-powiedział ze swoim uśmieszkiem
-Nie powiedziałaś tego
-Powiedziałam
-Susan Anabella Malarkey, radzę ci ruszyć swój zacny tyłek i uciekać-powiedziałam
I w ten właśnie sposób dotarłyśmy bardzo szybko do domu, gdzie Susan dostała podusią. Oł jee punkt dal Lucy.  Hahaha xd my to mamy wyczucie :3. Na nasze szczęście ogarnęłyśmy się w porę. Zrobiłyśmy kilka kroków na przód a tam w salonie Michel ze swoją dziewczyną. Zastosowałyśmy taktyczny odwrót i zwinnym krokiem pobiegłyśmy do najbliższego pokoju, żeby im nie przerywać. Oczywiście nie będziemy tam siedzieć przez cały czas. Chcemy tylko poczekać aż skończą się całować i w tedy wpadniemy jak Ninja i pobiegniemy na górę. Proste, bułka z masłem. A więc weszłyśmy do ,,pokoju gościnnego".
-Tylko uważaj ,bo te drzwi się czasami mogą zatrzasnąć-ostrzegła mnie przyjaciółka
Mieszkamy we dwie dopiero od 2 tygodni i jeszcze nie wszystko wiem.  Po zamknięciu drzwi siadłyśmy na znajdującej się tam kanapie. Jest wyjątkowo wygodna. Nastała niezręczna cisza ,która, została przerwana przez Susan. Skierowała do mnie jakże zajmujące pytanie. Do mnie czyli ala Geniusa
-Co robimy?-zapytała Sus
-Siedzimy-powiedziałam
-Genius z cb,wiesz?-zapytała sarkastycznie
-Wiem -powiedziałam
Po tym krótkim monologu wybuchnęłyśmy takim śmiechem ,że cud ,że sąsiedzi jeszcze nie dzwonią. Po jakimś czasie usłyszałyśmy jak drzwi się zamykają, pewnie już poszła. My zamiast od razu wstać poczekałyśmy dla pewności 10 minut. Ale mu idiotki jesteśmy. Tą naszą dobrocią do niego surowo musiałyśmy zapłacić. Po 10 minutach wstałyśmy z jakże wygodnej kanapy, którą nazwałyśmy Genek i ruszyłyśmy do drzwi. To co się stało po tym jak nacisnęłyśmy na klamkę spowodowało u nas panikę. Dokładniej...
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
Uśmiejecie się jak się dowiecie co zobaczyły :D
Dobra, ale nie zdradzam więcej :3
Komentujcie, proszę :)