czwartek, 25 kwietnia 2013

Rozdział 3

[...]Uśmiechnęłam się do niej i patrząc się na nią szłam tyłem gdy nagle...
________________________________________________________________
Wpadłam na kogoś. Znów, to dziś jakaś klątwa. Najpierw była Justyna, potem mój nauczyciel a teraz jakiś koleś. Odwróciłam się na pięcie i popatrzyłam na chłopaka. Znałam tę buzię.
-Czy ty mnie śledzisz?-zapytałam trochę zdezoriętowana
-Zadałbym Ci to samo pytanie- powiedział
Uśmiechnęłam się tylko.Oczywiście ,że był to Harry
-A tak wg to ja nie znam twojego imienia-powiedział
-Jestem Susan-powiedziałam
-Jesteś prima-baleriną?-zapytał Harry
-Jeśli to miała być gadka na podryw, to nie trafna-powiedziałam uśmiechając się -Co tu robisz?
-Robię za osobę towarzyszącą
-Masz dziewczynę-stwierdziłam
-Nie,  przyszedłem z kolegą który wziął ze sobą swoją dziewczynę-powiedział
Nagle podeszła do nas wysoka,fioletowo włosa dziewczyna. Nie powiem, brzydka to ona nie jest.
-O, to ty grałaś w tym przedstawieniu-stwierdziła
-Tak-powiedziałam z uśmiechem
-A nie widziałaś gdzieś tu Susan Malarkey?To moja dawna przyjaciółka i słyszałam ,że tu będzie występować
-Perrie? Nie wierzę-powiedziałam patrząc na nią ze zdziwieniem
-OMG Susan!! Jak ja Cię dawno nie widziałam-powiedziała przytulając mnie
Nie mogę uwierzyć, właśnie stoję obok mojej przyjaciółki której nie widziałam od wieków. To chyba sen, jeden z moich najlepszych. Myślałam ,że się popłaczę, ale ze szczęścia.
-Musisz iść z nami do Nando's- powiedziała stanowczo
-No nw, wiesz grupa cze...-chciałam dokończyć
-Grupa poczeka,idziesz i koniec kropka-przerwała mi
-Dobra,pozwolisz ,że się przebiorę?-zapytałam
-To idź, my czekamy przy wejściu
-A którym? Bo wiecie tu jest dokładnie 25 wyjść
-Tym,no tym... takim...gdzie są te duże filary czy jak to się tam nazywa
-Ok
Poszłam się przebrać w coś normalnego. Wyjęłam swoją komórkę i rozesłałam SMSY  do przyjaciół, że dziś się spóźnię. Oczywiście braciszek wypytywał się czemu ale ja nie mam obowiązku mówić mu o wszystkim. Wyszłam do Perrie i Harrego i o ile kojarzę Zayna. No wybaczcie mi ale ja nie słucham różnych zespołów, nie kojarzę celebrytów. W naszej grupie to ja tworzę muzykę więc jakby do tańca nie potrzebujemy piosenek innych. Przez całą drogę plotkowałyśmy co tam u nas i wg.Podziw dla chłopaków bo my z Justyną to przy tych głupkach nie możemy o niczym plotkować bo od razu ich torturujemy.Jak oni opowiadają o tych wyścigach, Formuła 1 czy jak to tam się nazywa to jest dobrze,tak?   Tak dawno z nią nie gadałam, fajnie było się dowiedzieć co u niej. Weszliśmy do Nando's. Zajęliśmy stolik i zasiedliśmy na swoich miejscach. Jak to kumpela, wepchała mnie do chłopaka, nie?
-Harry,mówiłem ,że tam będą jakieś ładniutkie baletnice-powiedział Zayn
-A walnąć Cię?-zapytałam
Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem. Całe miasto nas chyba słyszało. Albo gorzej,a co jeśli słyszała nas cała Wielka Brytania? Nie no dobra, to już przesada :3
-U... i niegrzeczna. Nie, dzięki, nie skorzystam-powiedział wystawiając zęby
Wywróciłam oczami a on poszedł w moje ślady
-No wiesz Zayn, ja wiem ,że jestem ładna, no ale przedrzeźniając mnie urodą mi nie dorównasz -powiedziałam sarkastycznie
Tak naprawdę nie uważam ,żebym była ładna.Wręcz przeciwnie.
-Susan,lubię Cię coraz bardziej-powiedział Styles a ja uśmiechnęłam się do niego lekko.
Po bardzo krótkim czasie (nie umiem określić jakim) przyszło nasze zamówienie. Dziwiło mnie ,że ona jeszcze pamięta co lubię jeść i pić. W sumie ja też pamiętam trochę, ale trochę. Ja dostałam moje nuggetsy (pyszotka) i sok pomarańczowy. Zajadaliśmy i nie zwracaliśmy uwagę na godzinę. Do czasu gdy swój wzrok skupiłam na zegarku, który wskazywał 16:50. Co?!Którą?! Czyli co? Spóźniłam się 50 minut? O nie, już chyba gorzej być nie mogło. W domu czeka mnie długie kazanie na temat punktualności. Powiedziałam ,że się spóźnię a nie ominę całą próbę.Za 3 dni konkurs a my piosenki nie mamy. -Wiecie, bardzo was przepraszam ale muszę lecieć-powiedziałam biorąc moją torebkę
-Odwieść Cię?-zapytała przyjaciółka
-Nie, mieszkam dosłownie kilka kroków stąd
Do domu biegłam. Mogłam wziąć udział w maratonie bo w domu byłam po 2 minutach. Zastanowię się nad tym, może kiedyś pobiegnę :) Weszłam do domu,zdjęłam buty i weszłam do salonu gdzie wszyscy na mnie czekali
-Susan Lily Malarkey, gdzieś ty była?-zapytał stanowczo mój brat
-Ogarnij się,ok?-zapytałam
-Gdzie byłaś?-zapytała Justyna
-Wybaczycie mi jak wam powiem ,że spotkałam Perrie,Harrego i Zayna?-zapytałam
-Perrie?Na serio? To świetnie-powiedziała zadowolona Justyna-No i oczywiście Harrego, a Zayna nie kojarzę
Rzuciłam w nią poduszką którą miałam pod ręką.
-No dobra,ten jeden raz możemy Ci wybaczyć-powiedział Michel
-A jak następnym razem się spóźnię?
-To będę zły-powtórzył mój brat
-To będziesz miał problem-pokazałam mu język
W prawej kieszeni moich spodni zawibrował mój telefon. Wzięłam go do ręki i spojrzałam na wyświetlacz. W woli ścisłości nie był to ani Harry,ani Zayn ani Perrie. Był to ktoś inny a mianowicie...
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
A więc koniec,koniec rozdziału. I prośba taka sama jak pod rozdziałem 2 czyli czytasz=komentujesz :)
Miłego czytania :)
Jeśli ktoś to wg czyta

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz